Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

MAGIA LASERUNKÓW -JAK POWSTAJE ŚWIATŁO W OBRAZIE?

Gdy myślę o świetle w swoich obrazach, najchętniej zamontowałabym w nich żarówkę i po prostu ją zapaliła. Ponieważ jednak kocham tradycyjne malarstwo, szukam tego efektu wyłącznie za pomocą farby. I właśnie temu służą laserunki.

Laserunki to półprzezroczyste warstwy farby nakładane jedna na drugą. Każda kolejna przepuszcza część koloru spod spodu, dzięki czemu światło zdaje się przenikać z wewnątrz obrazu.

  • dodano: 26-06-2026
MAGIA LASERUNKÓW -JAK POWSTAJE ŚWIATŁO W OBRAZIE?

Trochę jak kolorowe szkiełka nakładane jedno na drugie. Światło przechodzi przez każde z nich i za każdym razem zostawia w sobie odrobinę koloru.

I kiedy mówię, że moje obrazy zdają się mieć swoje wewnętrzne światło, mam na myśli właśnie to, że sprawiają one wrażenie, jakby źródło światła było właśnie wewnątrz nich.

Jakbym laserunkami zapalała im wewnętrzną żarówkę. To dzięki nim czerń u mnie nie jest płaskim kolorem, ale sięga bardzo głęboko. Trochę jak prawdziwy cień. Malowanie techniką olejną laserunkową ma dużo z alchemii.

Stoję w kuchni nad parującym garnkiem i mieszam miksturę co najmniej dziwnie pachnącą. Lepką i żółtą. W drugiej ręce trzymam zeszyt z łacińskimi sentencjami i powtarzam kolejne deklinacje pod nosem.

Tę opowieść lubi opowiadać mój mąż. W czasie studiów zastał mnie kiedyś w kuchni, wyglądającą jak czarownica stojąca nad garem i rzucająca niezrozumiałe zaklęcia. W rzeczywistości przygotowywałam medium laserunkowe, równolegle zakuwając łacinę.

Alchemia i tajniki procedury to moja codzienność w pracowni. Jak dam za dużo medium, to obraz zmatowieje. Jak za mało – niewiele uzyskam. Jak w złej kolejności – obraz popęka. Tak, na początku zdarzyło mi się to nie raz. To pękanie. Ale proszę się nie martwić, obraz pęka jeszcze w trakcie procesu twórczego, nie u klienta w domu. Więc po co tyle zachodu?

O światło.

O kolor, który ma swoją głębię.

O to uczucie, kiedy przechodzisz obok obrazu, a on cię zatrzymuje.

I wciąga w siebie.

O to, że kolor nie jest płaski i banalny, ale ma w sobie pełnię, bogactwo, szlachetność.

Malowanie tą techniką wymaga cierpliwości. Kolejne warstwy farb muszą bowiem wyschnąć, zanim nałoży się następną. Obrazy powstają więc miesiącami. U mnie - minimum rok. To długi proces. Jedni mówią, że dla cierpliwych. Ja mówię - dla tych, którzy potrzebują się wyciszyć. Bo to malowanie jest jak medytacja. Laserunek po laserunku.

Dobrze pamiętam jeden z pierwszych obrazów namalowanych tą techniką - „Zewnętrze”. Kolega z sąsiedniej pracowni regularnie przychodził i pytał, kiedy skończę. Obraz malowałam już od długich miesięcy. Teoretycznie wszystko już na nim było. Ale ja uparcie dokładałam kolejną warstwę laserunku i kolejną.

W końcu, kiedy obraz był skończony, przyszedł i powiedział: „Teraz rozumiem”. Bo pierwsze laserunki są niepozorne, niewidoczne gołym okiem. Ale gdzieś pod koniec procesu nagle następuje ten moment przełomowy i światło zaczyna się pięknie załamywać. Kolor nabiera głębokości. To tworzenie ma w sobie rytmiczność, ale i konieczność zaufania w czas. Nie da się go przyspieszyć. Można tylko cierpliwie budować kolejne warstwy i czekać. A potem nagle przychodzi chwila, w której wiadomo, że obraz jest gotowy. Spełniony.

Obraz w końcu zaczyna świecić od środka.

 

Agnieszka